Co czuję…
Kiedy on pisze takie rzeczy, cos w duszy zaczyna przerazliwie mnie bolec…
Czuje, jakby kazde jego slowo, w miare pisania jego reka i czytania moimi oczyma -wżeralo mi sie do serca… To takie uczucie, jak gdyby ktos wbil ci noz do miesnia gladkiego sercowego az po samą rekojesc i z wbitym tam ostrzem począł obracac trzon o minimum 180 stopni.
Klazde jego slowo, zamiast byc mi oparciem -rani tak bardzo…
W chwili, gdy moja jedyna potrzeba i pragnieniem jest wtulic sie w jego silne cialo -jednym slowem potrafi odtrącic mnie, jak gdyby odepchnal mnie poprzez fizyczne potkniecie.
Nie moge zniesc mysli, ze robi to wszystko tylko po to, by byc ze mna w chwili swojej seksualnej potrzeby… Jak gdyby tak bylo mu wygodniej, na zasadzie -mam potrzebe na seks, wiec chce sie z toba przespac. A pozniej idz sobie…
Tak bardzo go potrzebuje… on chyba nie zdaje sobie sprawy, ze kocham go tak bardzo, ze gdyby trzeba bylo oddac za niego zycie, to zrobiłabym to tu i teraz, bez chwili wahania…
Ze kocham go ponad to wszystko, co czuje moje cialo…
Czysta miloscią… O czym on nawet nie chce słyszec..
Wszystkie moje rozpaczliwe próby zblizenia sie poprzez uczucie, koncza sie odtraceniem z jego strony… zbywa mnie swoja obojetnoscia, pomija milczeniem moje deklaracje i wyznania…
Zawsze wydawalo mi sie, ze tego pragne. Byc przy nim, wpatrywac sie w jego twarz, uczyc od niego pewnych zachowan, oddychac tym samym powietrzem, co on.
Byc przy nim.
Wydawalo mi sie, ze samo przebywanie w jego obecnosci uczyni mnie wyjatkowa osoba, jaka zawsze chcialam byc dla niego.
Jak bardzo sama sie oklamuje…
Los uczynil mnie jedynie jego kochanka, a moja wyjatkowosc opiera sie przede wszystkim na tym, ze obecnie jestem jedyna dziewczyna, w której pozostawia on swoje nasienie.
Zawsze myslalam, ze jest bardzo wrazliwy, delikatny, stonowany i czuly…
Jakze sie mylilam.
Nie wiem, co boli bardziej… Kiedy go nie ma? Kiedy nie widze go dluzej, niz 2 dni?
Kiedy nie patrze w te jego szaro niebieskawe oczy?
Czy kiedy jest, kiedy traktuje mnie jak obiekt seksualny, bardzo przedmiotowo, widzac i pożadając jedynie mojego ciala w swoim seksualnym popędzie? Kiedy mowi cos i nie zastanawia sie, czy to mnie zaboli, zrani? Kiedy w ogole nie przejmuje sie mną?
Nigdy nie sądzilam, ze związek z nim tak bardzo bedzie mnie ranil… Nie mialam swiadomosci, jaki on jest naprawde…
Sa dni, kiedy chcialabym wtulic sie w niego i po prostu zapomniec, jaki jest… nie czuc sie tak bardzo samotna.
Bo to jakis paradoks… bedac fizycznie, przebywajac z kims -byc jednoczesnie samotnym, tak samotnym, ze az boli.
On nigdy tego nie zrozumie, za malo w nim empatii… moze nie chce byc takim, moze uwaza, ze to jedna wielka bzdura…
Ale mimo to kocham go.
Jestem skazana na taka milosc…